|
Sejsmograf Antypolonizmu
|
Publikacje
|
|
Wpisany przez DJT
|
|
czwartek, 29 lipca 2010 13:12 |
|
W Niemczech można zrobić karierę na powielaniu antypolskich stereotypów w komicznej formie o niesmacznym charakterze. Okazuje się, że już od kilku lat na scenach niemieckich miast pojawia się człowiek ubrany w czerwoną koszulkę z białym orłem na piersiach oraz obwisłych spodniach od dresu, celowo mówi nieskładnie po niemiecku, z polską wymową. Nosi artystyczne nazwisko Marek Fis i udaje człowieka na wiecznym kacu oraz najniższym poziomie intelektualnym.
Oto postać stworzona przez niemieckiego komika, o polskim pochodzeniu, (jego nazwisko pomijamy zażenowanym milczeniem), który tworzy dla Niemców stereotyp statystycznego Polaka, czyli także Ciebie Czytelniku.
Jak twierdzi Marek Fis, Polska to dla Niemców wciąż egzotyczny kraj (sic! – czyżby młodzi Niemcy nie pamiętali już wielkiej fali emigracji do Polski w 39 roku?). W ramach „artystycznej kreacji” stworzył swoich dwóch polskich braci o wdzięcznych imionach Świnia i Osioł, a w jednym ze swoich skeczów nadał swojemu wymyślonemu synowi imię „Kur.. Andrzej”. Słowo na „k” powtarza się w jego skeczach zresztą często, możemy sobie więc wyobrazić ich nędzny poziom. Zdarza się też przedstawiać owemu „komikowi” jako „pierwszy polski komik od czasu ostatniej wizyty Jana Pawła II” w Niemczech. Dziwi się przy tym, że jego „dowcipy” są odbierane w Polsce negatywnie, ponieważ stara się być „ambasadorem Polski, który chce jednoczyć narody (sic!)”
Oczywiście w swoim programie „artystycznym” komik nie porusza żadnych drażliwych czy niewygodnych kwestii dla Niemców. Jest więc jednostronny i pokazuje, że każdy z nas, Polaków jest prostakiem, pijakiem, katolikiem (to śmieszne naturalnie!), dresiarzem i mówi wciąż „k…”.
Kariera, którą robi, jest zapewne związana z podatnym gruntem, czyli rynkowym zapotrzebowaniem. Smutna to prawda, ale ofiar się nie lubi. Ofiary się dehumanizuje
|
|
|
Wydarzenia
|
|
Wpisany przez DJT
|
|
środa, 28 lipca 2010 15:11 |
|
Za blogiem ks. Isakowicza-Zalewskiego polecamy film dokumentalny:
"Zapomniane zbrodnie na Wołyniu"
Emisja filmu w czwartek 29 lipca o godz. 23:50 w TVP1
„Ofiary na Wołyniu zostały zabite dwa razy: pierwszy raz od siekier Ukraińców, drugi przez wymazanie z pamięci” tak mówi ks. Isakowicz-Zaleski, którego rodzina została wymordowana na Kresach. Lucyna Kulińska działa na rzecz ocalenia pamięci poprzez zbieranie relacji świadków zbrodni, którzy cudem uszli z życiem.
Leon Popek, główny bohater filmu, potomek ofiar zbrodni w Ostrówkach nad Bugiem od lat organizuje pielgrzymki do miejsca kaźni swoich bliskich. Czy Polacy pamiętają o zbrodniach na Wołyniu? Jak rodziny ofiar radzą sobie z traumą tamtych strasznych zbrodni?
|
|
Wydarzenia
|
|
Wpisany przez qb
|
|
środa, 28 lipca 2010 13:13 |
|
... gdzie lubi go ponad 11 tysięcy osób.
Warto poczytać niektóre komentarze, wskazujące się, że bez Stalina Hitler wygrałby wojnę przeciw zachodnim aliantom. Jednocześnie komentatorzy zapominają, że bez pomocy sowietów Niemcy miałyby dużo większy problem z odbudowaniem potęgi militarnej.
W profilu grupy znajdujemy hasło "To defend Stalin is to defend Socialism!..". Można wątpić czy jego autorzy podpisaliby się pod hasłem analogicznym, że obrona Hitlera również jest obroną socjalizmu (tyle że nie klasowego jak w wypadku Stalina, ale narodowego).
|
|
Wydarzenia
|
|
Wpisany przez DJT
|
|
wtorek, 27 lipca 2010 08:46 |
|
Jak pisze portal niezalezna.pl: "Ponad 100 europosłów z różnych partii i krajów podpisało się pod apelem o usunięcie pomnika Józefa Stalina z parku pamięci w Bedford w USA. Z polskiej strony apel podpisali politycy PO, PiS i część polityków lewicowych.
Popiersie dyktatora postawiła w Bedford fundacja upamiętniająca desant aliancki i zwycięską walkę nad nazistowskimi Niemcami. Krzysztof Lisek w liście do szefa fundacji dr Williama McIntosha przypomina o zbrodniach Stalina i wzywa, "by w imię prawdy historycznej umieścić pomnik godny upamiętnienia prawdziwych bohaterów walki z nazistowskimi i komunistycznymi oprawcami w Europie".
„Znaczący wkład w zwycięstwo nad nazistowskim totalitaryzmem miały narody zamieszkujące były Związek Sowiecki. Bohaterstwo i ofiara krwi tych ludzi powinno być przybliżone Amerykanom. Jednak Józef Stalin nie może być personifikacją ich bohaterstwa i ofiary. Dla narodów ZSRR i sąsiadów był on katem” - czytamy w apelu.
Europosłowie i posłowie przypominają jego osobisty rozkaz wymordowania ponad 20 tys. polskich oficerów w Katyniu.
Akcję każdy może wesprzeć na portalu społecznościowym Facebook. Z informacji portalu tvp.info wynika, że wysłanie listu nie kończy działań europosłów w tej sprawie. Po przerwie wakacyjnej europosłowie z innych krajów chcą zbierać podpisy wspierające inicjatywę w swoich parlamentach krajowych."
|
|
Wydarzenia
|
|
Wpisany przez DJT
|
|
poniedziałek, 26 lipca 2010 10:19 |
|
Mimo zapewnień polskich urzędników o przyjażni pomiędzy narodem polskim i niemieckim, oraz ostrożności np. dyrektora Wawelu, który bał się na wystawie napisać, że grunwaldzkie pamiątku niszczył niemiecki okupant, nadal nie jesteśmy jako naród lubiani przez Niemców. Takie dane dostarcza nam niemiecka turystyczna strona: http://de.reisen.yahoo.com/reisen_deutsche_nachbarn.html
Wg badań landem, ktory jest najbardziej nieprzychylny polskiemu sąsiadowi jest Badenia-Wirtembergia, czyli najbardziej oddalony od Polski land. Roland Grätz, sekretarz Centrum Stosunkow Midznar w Stutgarcie twierdzi, ze stereotypy najszybciej zanikają w geograficznym pobliżu "stereotypowo" poszkodowanych.
Zatem my musimy starać się o dobry stereotyp w Niemczech, a Niemcy w Polsce już nie. Jugendamty czy "polskie obozy koncentracyjne" w niemieckiej prasie nie są problemem.
A może jest inaczej. Może brak odpowiedniej denazyfikacji Niemiec spowodował, że duża część dzieci niemieckich katów nienawidzi polskich ofiar? Jak w tej sytuacji mamy się integrować?
|
|
Wydarzenia
|
|
Wpisany przez DJT
|
|
niedziela, 25 lipca 2010 14:01 |
Za Wikipedią, zamieszczamy dobrze zredagowane hasło dotyczące niemieckich mordów na polskich profesorach w Lwowie w lipcu 41 roku. Są to następne zapomniani przez opinię publiczną ofiary antypolskiej polityki totalitaryzmów. Wymordowanie polskich elit stanowiło krok do przyszłego zniszczenia takni społecznej.
"Egzekucja polskich naukowców, profesorów wyższych uczelni Lwowa dokonana w tym mieście przez Niemców w pierwszych dniach hitlerowskiej okupacji Lwowa w lipcu 1941.
Chronologia wydarzeń
Kilka dni po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej (nocą z 21 na 22 czerwca 1941) Lwów został zajęty przez Wehrmacht. Przed opuszczeniem miasta przez Armię Czerwoną i sowiecką administrację NKWD wymordowało kilka tysięcy więźniów politycznych przetrzymywanych we lwowskich więzieniach: Zamarstynów, Brygidki, więzienie na ul. Łąckiego. Egzekucji uniknął wówczas, zbiegając 29 czerwca (wraz z o. Rafałem Kiernickim) z więzienia Brygidki prof. Roman Rencki, zamordowany w kilka dni później przez Niemców w grupie profesorów.
30 czerwca 1941 o godz. 4.30 rano, siedem godzin przed zajęciem miasta przez 1 dywizję strzelców górskich Wehrmachtu, wkroczył do miasta ukraiński batalion Nachtigall, którego oficerem łącznikowym był Theodor Oberländer.
2 lipca 1941 przed południem w swoim gabinecie na terenie Politechniki Lwowskiej został aresztowany przez Gestapo prof. Kazimierz Bartel.
W nocy z 3 na 4 lipca 1941 gestapo dokonało brutalnego aresztowania dwudziestu dwóch profesorów uczelni lwowskich ( głównie Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza i Politechniki Lwowskiej), członków ich rodzin i osób przebywających w ich mieszkaniach.
|
|
Wydarzenia
|
|
Wpisany przez qb
|
|
czwartek, 22 lipca 2010 18:46 |
|
Jeszcze jedna uwaga (można powiedzieć prequel) do zeszłotygodniowej inscenizacji grunwaldzkiej.
Rekonstrukcje historyczne czyli to co większość uznaje za przynajmniej dobrą zabawę, czy też wprost - świetną okazję do poznania polskiej historii, "autorytety" mogą postrzegać zgoła inaczej. W felietonie dla GW, Stanisław Mancewicz pisze (06.06.2010) między innymi:
"(...) Zostawmy jego [Jarosława Kaczyńskiego] towarzyszy broni i bliskich publicystów. Popatrzmy na ludzi najzwyklejszych. Da się oto zauważyć, że od lat kilku ogromnie wzrosła w Polsce liczba towarzystw zajmujących się rekonstrukcjami historycznymi. Nie przez przypadek nie są to rekonstrukcje scenek rodzajowych w szałasach, warsztatach garncarskich czy kuźniach. Nie widujemy mężczyzn przebranych w jakiegoś poczciwego bartnika, serowara, sukiennika, parasolnika czy elfa dojącego kozę. Ludzie słyszą w kółko: "Naprzód! Hurrra! Nie brać jeńców!". I przebrali się do tych wołań w stosowniejsze kostiumy. Na moje oko mamy dziś największą na świecie liczbę dorosłych obywateli przebierających się codziennie w mundury,wdziewających hełmy bądź kolczugi, zbrojących się w drewniane karabiny, odlewających z gipsu granaty, kujących w aurze fulprofeski miecze i szable, przypinających sobie ordery, krzyże, wrony i orły. Ludzie pełnoletni i na posadach szyją jak szaleni, dopieszczają epolety i lampasy, czyszczą oficerki i rogatywki, a gdy pogoda dopisuje, wylegają na pola. Kupią się, a potem biegają wśród wzgórz i zarośli, biorą się do niewoli, łamią konwencję genewską, krzyczą "tratatatatatatata", a potem, gdy już kurz opadnie, piją piwo i opowiadają przy ogniskach, jakże to było.
Niemal zawsze, gdy państwo, samorząd bądź firma urządzają jakąkolwiek imprezkę plenerową, zwołują rekonstruktorów. Nie ma już odsłonięcia pomnika, przecięcia wstęgi, malowania trawnika, odemknięcia odcinka drogi krajowej bez obecności fulprofesjonalnie odzianego oddziału ułanów na koniach, w dyskretnym towarzystwie sanitariuszek. Dla wszystkich tych ludzi [przedwyborcze] wezwanie Jarosława [do zakończenia wojny] to krzywda. To próba odebrania im hobby, nagła próba przeformatowania im wrażliwości. Widać jak na dłoni, że dla wielu z nas wojna oznacza nader romantyczną przygodę. (...)"
Skoro środowisko rekonstruktorów zostało zdefiniowane (słusznie czy nie - w tym kontekście to bez znaczenia), jako wróg polityczny, to nie ma się co dziwić, że określeni politycy reagują na inscenizacje historyczne tak czy inaczej - w tym wypadku - rzucając w ludzi butelkami, czy pozwalając na organizacyjną porażkę przedsięwzięcia. Skoro rekonstruktorzy są postrzegani, jako jedno ze środowisk dających wsparcie przeciwnemu obozowi politycznemu to w oczach polityka nie ma żadnego powodu, aby takiemu środowisku pomagać.
A rzut butelką... - "świetna zabawa".
|
|
Wpisany przez qb
|
|
czwartek, 22 lipca 2010 18:12 |
Poniżej przytaczamy tekst Michała Tyrpy, jaki ukazał się na jego blogu (21.07.2010). W sarkastycznym tonie wyraża on problem niewłaściwego podejścia władz do promocji polskich miast, często w sposób nie tylko fałszujący historię, ale także niepiętnującego antypolskich totalitaryzmów :
Poszukiwanie źródła utrzymania potrafi wyzwolić kreatywność nawet w ludziach zbędnych. Wysyłając pięćtysięczną aplikację/propozycję/pytanie, zdałem sobie sprawę, że być może męczę się bez potrzeby. Przecież od dawna jestem potencjalnym krezusem.
Kilka lat temu wpadł mi do głowy pomysł na świetny biznes. Przypomniałem sobie o nim przy okazji wymiany poglądów, którą zaowocował mój poprzedni, zatytułowany po „niemieckiemu”, tekst (za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję). Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że zaczątki biznesplanu, który w skrócie przedstawię poniżej, nie są płodem mego geniuszu. Wzięły się z obserwacji otoczenia, ale przede wszystkim zainspirował je sukces innych.
Miłośnikom Nowej Huty i spragnionym niebanalnej rozrywki turystom, nie trzeba przybliżać świetnej inicjatywy pod hasłem „Communism Tours”. Wystrojeni w koszulkę z nieśmiertelnym „Che”, za przystępną cenę, możemy w wehikule z epoki zwiedzić najbardziej znane w Krakowie miejsca – symbole przodującego ustroju. Co prawda, jako autochton, z turystycznej oferty nie korzystam, jednak w trosce o zwiększanie atrakcyjności podwawelskiego grodu, pozwolę sobie zasugerować autorom przedsięwzięcia (ewentualnie ich naśladowcom) poszerzenie spektrum działalności. Moim zdaniem warto byłoby zaproponować klientom dodatkowo wycieczki w miejsca, w których od 1945 r. surowa ręka sprawiedliwości ludowej karała krnąbrny kler, polskich antysemitów i zaplute karły reakcji. A jest ich w Królewskim Stołecznym Mieście całkiem sporo. I dlaczego ograniczać się li tylko do Krakowa! W naszym regionie naprawdę jest co zwiedzać. Dla przykładu, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Krakowa znajdował się prężny ośrodek dla młodocianych bandytów, o których resocjalizację długie lata, kosztem zdrowia, zabiegała tak nietuzinkowa postać, jak płk Salomon Morel.
|
|
Publikacje
|
|
Wpisany przez DJT
|
|
środa, 21 lipca 2010 13:28 |
|

Lektura internetowych wpisów i artykułów z ostatniego tugodnia daje ciekawą, ale jednocześnie smutną konkluzję na temat odwagi polskich urzędnikow w porownaniu z działaniami obywateli innych krajów, w tym związanych z Polską.
I tak np. w ciekawym artykule z Rzeczpospolitej (19.07.2010) czytamy o Adamie Aptowiczu z Izraela, który zamierza przypominać młodym Żydom z Izraela , kto naprawdę mordował ich przodków w Polsce, rozstawiając w miejscach zbrodni niemieckich okupantów tablice z napisem:
„W tym miejscu znajdowała się synagoga żydowska zbezczeszczona i zdemolowana/spalona przez niemieckich okupantów w latach wojny światowej 1939 – 1945. Pamięci (w tym miejscu powinna zostać umieszczona liczba zabitych) Żydów z (tu powinno się umieścić nazwę danej miejscowości i okolicy) zgładzonych przez niemieckich ludobójców”. Jest to inicjatywa słuszna i godna uwagi. Mamy jednak nadzieję, że nie będzie skierowana w Polaków, a nawet uświetni tych Polaków, którzy oddali życie za swoich żydowskich sąsiadów. Inicjator działań twierdzi, że napisy o zbrodniach nazistów, ewentualnie faszystów, przekłamują historię, sugerując młodym Żydom, że za zbrodnie odpowiedzialni są abstrakcyjni naziści, a może nawet Polacy (sic!).
|
|
|
|
|
|
|
Strona 1 z 14 |

|
|
|